wtorek, 18 sierpnia 2015

Koncert bez biletów

                            Nasze bociany odleciały. .. Zrobiło się jeszcze ciszej i trochę jakby smutno. Dla mnie właśnie w taki dzień zaczyna się jesień. Nie wtedy , kiedy na trawnikach już dywan z żółtych liści i wieczorna wilgotna mgła, ale właśnie w taki dzień...
 W wielkich miastach nie ma nawet cienia jesieni. Może są tylko bardziej pożółkłe liście pelargonii w donicach  restauracyjnych ogródków. Ale to akurat można zrzucić na upał. Miasta tętnią jeszcze turystycznym hałasem, śmiechem młodych ludzi, którym o północy nie chce się spać a o nowych książkach  do szkoły przecież zdążą jeszcze pomyśleć...
                             Na wsi jesień spaceruje już po polach, tylko, że wybiera sobie wczesny ranek i parę chwil po zachodzie słońca. Zamiecie płaszczem liście , dmuchnie chłodem na delikatne surfinie i na cały dzień schowa się przed słońcem. W ciągu dnia ciągle jeszcze dla niej za ciepło. Ale wieczorami słucha, jak koncertują świerszcze. A one wiedzą , że ona słucha. Nawet im nie przeszkadza , że nie kupuje biletów...

                        

niedziela, 17 maja 2015

"Już nie zapomnisz mnie..."

                                  Niezapominajka błotna: uroczy kwiatek, obok którego żaden wrażliwiec nie przejdzie obojętnie. Doskonały błękit, a uzyskanie takiego odcienia za pomocą różnego rodzaju farb spędza sen z powiek  artystom od wielu lat. Idealny odcień dla chłodnych blondynek o delikatnej jasnej karnacji. A sukienka w tym kolorze "ubierze" nawet "szarą myszkę"...
Uroda i zdrowie... Niezapominajkę łączy i jedno i drugie.Nalewkę z kwitnącej rośliny stosuje się przy uporczywym kaszlu, zapaleniu oskrzeli , krtani i gardła. Doskonale sprawdza się przy krwotokach z nosa. Kąpiel w kwiatach zapewnia zdrowy sen i likwiduje skutki niedospania a okład na oczy ze świeżych płatków zmniejszy niechciane worki pod oczami... Same plusy i wdzięk nie do podrobienia. Szkoda, że kwitnie tak krótko. Na szczęście wysiewa się sama i trudno jej się pozbyć. Perfekcyjni ogrodnicy nie lubią jej za to. Dla mnie to jej dodatkowa zaleta. A poza tym... lubię niebieski. I kiedy przekwitnie "tęsknić już będę ogromnie co dzień , co noc..."



Świętowanie na śniadanie

                       Barbara Niechcic 



tęskniła za miastem mieszkając na wsi i znosząc mniej lub bardziej cierpliwie jej niewygody. Ale kiedy w końcu wróciła do miasta, nie mogła się w nim odnależć. Mówiła: ...tu w mieście, żeby wyjść z domu, zaraz trzeba się stroić, ubierać... Na wsi wystarczy narzucić chustę na plecy i już jest się na dworze...
Moje Janowo to nie Serbinów, ale tak jak w Serbinowie, mogę narzucić szal na plecy i pospacerować po łące albo nad stawem nawet przed śniadaniem.I tylko ode mnie zależy, czy każdy dzień będzie jak święto... Do śniadania, obiadu i kolacji nakrywam stół najlepszą zastawą  i "doprawiam" ją odrobiną kolorów z ogrodu. Majowe kwiaty przekwitają obłędnie szybko, dokładnie tak, jak zmieniają się dni w kalendarzu... Nie da się tego pędu zatrzymać. Ale czasami udaje się zatrzymać chwilę na małą chwilę...

Obmyślam wzory siejąc kolory


                               Nie będę oryginalna: maj to dla mnie najpiękniejsza pora roku. Żeby się nią nasycić, zrezygnowałam w tym miesiącu z siedzenia przy sztalugach. Wrócę do malowania za jakiś czas, kiedy będzie już na tyle ciepło, żeby warsztacik wynieść na taras. W ogrodzie jest tyle szumu i kolorów, że nie sposób ani wysiedzieć w domu, ani spać za długo. Maj to też czas ogromu prac w ogrodzie. W mieście, choć miałam mały kawałek ziemi, mój ogród był surowy i niewiele się w nim działo. Praca pochłaniała większość czasu. A chwile wolne poświęcałam po prostu na odpoczynek przy książce albo dobrym filmie...
Tu na Mazurach, póki mam taką możliwość, uczę się dbać o rośliny, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia. Uczę się rozpoznawać drzewa w moim starym parku, które rosną od początku ubiegłego wieku albo ptaki, które tak naprawdę są bardziej u siebie niż ja.... A kiedy już wszystko przesadzę, nawiozę, wypielę i posieję, wrócę do pędzelków. A póki co obmyślam nowe wzory kąpiąc dołki pod pomarańczowe dalie.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Lajkowanie dla zdrowia


             Nie doceniamy ziół. Większość traktuje je jak strzygi, których należy się bać. W dobie osiągnięć w każdej niemal dziedzinie, kiedy świat jest rozłożony na czynniki pierwsze, my zapieramy się rękami i nogami przed wiedzą o roślinach leczniczych. I z uporem maniaka odpychamy od siebie słowa flawonoidy, fitosterole, garbniki i witaminy tak, jak byśmy się obawiali, że ktoś sobie z nas robi żarty. Gdybyśmy nabrali do nich więcej zaufania, kłopotów ze zdrowiem byłoby po prostu mniej. Czasami zdarza mi się mówić o "ziółkach" przy różnych okazjach i bawi mnie wtedy, jak część słuchaczy reaguje na te opowieści ledwie widocznym pobłażliwym uśmiechem. Cóż... Na niechęć do wiedzy nie ma lekarstwa nawet wśród ziół.
 Są jednak mieszanki na wzmocnienie i oczyszczenie organizmu z pozostałości osłabień i zatruć zimowych:
weź po dwie łyżki liścia pokrzywy
                            liścia poziomki
                            kłącza perzu
i po jednej łyżce kwiatostanu lipy
                          kwiatu bzu czarnego
                          korzenia mniszka lekarskiego
                          ziela bratka polnego
                          liścia mięty pieprzowej
                          koszyczka rumianku.
Zioła zmieszaj i wsyp do szklanego słoja. Naklej kartkę z nazwą mieszanki, to bardzo ważne. Na szklankę gotującej się wody wsyp łyżeczkę ziół. Przykryj na 10 - 15 minut, przecedź i pij ciepłe z dodatkiem łyżeczki soku z maliny raz dziennie zamiast kawy lub herbaty. Herbatek ziołowych nie słodzimy cukrem.
Z tego i wielu innych ziołowych starych przepisów księży franciszkanów korzystałam jeszcze w mojej praktyce kosmetycznej. Pięknie uzupełniały zabiegi, nie rzadko skracały drogę do zdrowia skóry.
 W marcu spędziłam kilka dni w studenckim mieszkaniu mojej córy w Toruniu. Jej współlokatorka kończy studia związane z tworzeniem kosmetyków w najnowszych technologiach. Na jej biurku było kilka książek o ziołach, tych samych, z których ja korzystałam dwadzieścia lat temu...
 A na polach rozpoczyna swój spacer wiosenny król wśród ziół: mniszek lekarski. Z daleka wygląda pięknie, ale przy przy bliskim spotkaniu...zdecydowanie zyskuje. Warto poznać go bliżej i dać mu lajka.

W winnicy z dobrymi tradycjami

     Czas przy sztalugach mija obłędnie szybko. Czytać uwielbiam w kompletnej ciszy, ale przy malowaniu lubię jednak czegoś posłuchać. Jeśli informacyjny szum i bombardujące "gorące" hity mnie znudzą, sięgam po płyty. Nie mam chyba szczególnie ulubionych. Wybieram te, które mi w danym momencie nie zepsują dnia. Moją zmorą jest bowiem to, że szybko wtapiam się w kolorystykę muzyki i jeśli nie włączę odpowiedniej, to może mi nagle zepchnąć myśli gdzieś, gdzie bym sobie tego nie życzyła. Nie zawsze przecież ma się ochotę wszystko pamiętać. Wolę taką, przy której marzenia rozwijają się jak pstrokate  hiszpańskie wachlarze.
     Zimą odkryłam dwie płyty, które przyjemnie dogrzewały przednówek. Pierwsza sprawdza się fantastycznie do kolacji przy dobrym winie i to niezależnie od tego, czy pijemy je z tym Kimś, czy z przyjaciółmi. Wtapia się dobrze w każdy wieczór w dobrym towarzystwie i nawet zwykłe lody śmietankowe smakują jak te z Zielonej Budki... Marcin Nowakowski : "Shine". Muzyki instrumentalnej słucham bardzo rzadko, ale ten krążek będzie mocno wyeksploatowany po tym sezonie. Saksofon w roli głównej, miękkie i obiecujące dźwięki. Łagodzą emocje, pozwalają zwolnić bez gwałtownego hamowania i przyjrzeć się temu, co za oknem. Przy mniejszej prędkości widać więcej szczegółów, a jeśli zrobić sobie przerwę w podróży - wszystko się może zdarzyć...
     Druga to Barbra Streisand - "Partners". Cała Barbra: perfekcyjna, pełna klasy i w doborowym towarzystwie. Kilkanaście wyjątkowych duetów z wyjątkowymi facetami. Niby ta sama Barbra, ale przy każdym z panów... jakby ciut inna. Z wiekiem nabrała "blasku" i już nie wiem, kto kogo bardziej uzupełnia: ona ich czy oni ją. Andrea Bocelli, Lionel Richie, Michael Buble, Elvis Presley... Na wieczór we dwoje, jeśli romantyczna dusza w Tobie drzemie, idealny wybór. Dla mnie to płyta do słuchania jednak w tandemie. Dla samotnych ... chyba tylko wtedy, kiedy są na etapie drugiej randki. Druga zwykle już lekko pozwala się rozmarzyć... Przed pierwszą - nie polecam. A Barbra Streisand jest jak wino z winnicy z tradycjami: wiesz, że cokolwiek w niej znajdziesz, będzie smakowało.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Czekanie na bujanie

                  Po raz pierwszy mąż zabrał mnie na żagle ponad 15 lat temu. To były cztery dni w deszczu, z cholernie mocnym wiatrem i kompletnie bez słońca. Bywały chwile, że nie padało. Ciuchy dosuszałam dopiero  po powrocie do domu. A przechyły? Byłam tak wystraszona, że myślałam tylko o tym, żeby nie puścić relingu. Na szczęście  mieliśmy wtedy doskonałego sternika. Przy takim wietrze niewielu sobie radzi. Dla mnie było wariacko i ekstremalnie, ale ... wracałam na Mazury później co roku. I za każdym razem, kiedy trzeba było spakować plecak na koniec rejsu, myślałam już o kolejnym wypadzie. Potem jeszcze chwila podróży malowniczymi i krętymi drogami wśród lasów i pól i długie miesiące oczekiwania na to uzależniające bujanie... Korki i nudna A1 wydawały się jeszcze bardziej szare i wydłużające podróż w nieznośną nieskończoność. A dziś zaglądamy do Ogonek na świeżą rybkę, do "Kei' w Węgorzewie na piwko, albo do Giżycka na herbatkę z rumem. I  zapach jeziora towarzyszy mi zawsze, kiedy mam na to ochotę. I takie to są właśnie "konsekwencje" wyjścia za mąż za Mazura. Przyjemne bardzo, nie powiem...
Dziś więc  anioły na żeglarską nutę... Za pomyślny rejs, który już niebawem.