sobota, 8 października 2016

Pod powiekami...

             Mam parasolkę w kremowych koronkach.
             Kupiłam ją od kogoś na placu z gołębiami...
             Bladą noc w chmurach mogę łatwo dostać.
             Wystarczy delikatnie coś szepnąć  między słowami.

     Za grosze sprzedają niteczki
     w stu kolorach. Mam cały koszyczek...
     Zabawne, lecz czasami się zdaje,
     że łatkę dam, gdzie dziurę ma życie.

             Zbiór mały mych filiżanek
             W motyle, poziomki i róże...
             Ciągle jeszcze pamiętam,
              kosztował mnie tuziny dwa wzruszeń.

    I trzy koty w pięciu kolorach,
    ciszę w coraz to nowych odsłonach...
    Zapach ziemi, każdego dnia inny,
    w  wędrowaniu słońca po polach.

             Czas... na moich usługach.
             Przynajmniej tak mi opowiada...
             Magiczny widok za oknem,
             Nieważne  mży, leje czy pada.

    Księżyc w lustrze po babci,
    Mokrą rosę pod bosymi stopami,
    Mnóstwo marzeń, pytań i tęsknot
    ukrywanych  pod powiekami...

             Trzymam w dłoniach cudów aż nadto.
             Dla mnie jednej za dużo... zbyt wiele.
             Lecz nie mogę ich nijak wymienić
             na świt jeden ... w Twojej pościeli...


           Lidia Liszewska ; 8 październik 2016...

czwartek, 24 grudnia 2015

Tylko jedna taka noc




Jasny świt
Od czystej bieli śniegu i nadziei
Zapach snu
Zmienia się w igliwia jasną woń..
Mimo łez
Świeżym chlebem pachnie dzisiaj cały dom
Tyle trudnych dróg
Ta zasypana śniegiem wiedzie,
Gdzie złotej gwiazdy blask rozjaśnia mrok.

Tylko jedna taka noc
Tylko jeden taki dzień...
Mogą trwać w nas cały rok
Bądż po prostu blisko mnie.
Tylko jeden taki dzień
Tylko jedna taka noc..
Wszystko może zdarzyć się
Święta nadziei są o krok...

W sercu cień
Czyżby Anioł Stróż zapomniał, gdzie mój dom?
Jeszcze wczoraj był...
Patrzył jak z kawałków życia składam go.
Mimo łez
Nie gaszę światła,  żeby drogę znależć mógł
Tyle trudnych dróg
Ta zasypana śniegiem wiedzie,
Gdzie złotej gwiazdy blask rozjaśnia mrok...

"Święta nadziei" - Lidia Liszewska , pażdziernik 2007



sobota, 28 listopada 2015

Pałac pełen dziewic







                       Islam w Europie...Nie pierwszy raz ma wpływ na rytm życia naszego kontynentu...
                      Pewna legenda ze wschodu mówi o wędrowcu wrzuconym do studni solnej, który w owej studni odkrywa podziemny pałac pełen dziewic , ogrodów i drzew owocowych i żyje szczęśliwie 12 lat, aż do dnia , kiedy otwiera  małe, zapomniane drzwi, które prowadzą go do jeszcze piekniejszego pałacu..."
Taka właśnie jest Alhambra." Spacerując po niej odnajdujesz wewnętzrne dziedzińce otoczone komnatami, sprawiającymi wrażenie przypadkowych, a przechodząc krętymi korytarzami nigdy nie możesz być pewny, co kryją kolejne mury..."
"Mogą nie zostać już nawet cienie po tych murach, ale wspomnienie ich będzie trwać wiecznie , jako jedyne w swoim rodzaju schronienie piękna i sztuki.." To słowa Francisco Villaespesy , które ten pisarz doby modernizmu zadedykował Alhambrze...
                     Dwa lata temu w niezwykłej podróży na południe Europy mogłam przeczytać te słowa nad jedną z bram tego niezwykłego miejsca...Jeden dzień w pałacach Alhambry był dla mnie  niecodzienną mieszanką zachwytu, czułości, wzruszenia i czegoś na kształt wdzięczności dla jej twórców za to, że dane mi było zobaczyć to miejsce i zrobić na zawsze gdzieś w zakamarkach serca miejsce dla piękna, którego w życiu przecież nigdy dość...
                     Alhambra powstawała przez ponad osiem stuleci...Czas jej największej świetności to czasy umacniania się islamu  i panowania Nasrydów w XIII i XIV wieku. To niezwykły kompleks pałacowy , zmieniany i udoskonalany przez kolejnych władców ...I właśnie ta różnorodność , wynikająca z róznych potrzeb i wrażliwości jej kolejnych mieszkańców, czynią ją tak zjawiskową i niezwykłą...Przez kilka godzin byłam w prawdziwie zaczarowanym ogrodzie, z mnóstwem magicznych miejsc, gdzie każdy centymetr ścian, kolumn i sufitów zdobionych misternie  motywami kwiatowymi,  wywoływał raz za razem żywsze bicie serca...
                    Alhambra jest kwintesencja piękna samą w sobie.. Kiedy patrzysz na przepięknie ozdobione szeregi lekkich kolumn, kolorowe ściany misternie "utkane" z tysięcy maleńkich kawałków mozaik, na rzezbione z ogromną precyzją kwiaty "od stóp do głów" każdej z komnat, to sam pytasz siebie , czy to możliwe? Jak to możliwe, że stworzył to człowiek?..
                   Mąż musiał mnie siłą wyciągać z sal, gdzie stały rzędami ceramiczne ozdoby i naczynia codziennego użytku , wykonane całe wieki temu...Wciąż na wypalonej glinie są  ślady ich palców i rąk, a na ścianach wielu komnat i łazni można się zachwycać pieknie zachowanymi i wciąż cudnie lśniącymi  mozaikami w kolorach , które i dziś wypalamy...Kolor zielony uzyskiwano dodając do szkliwa miedzi, dodatek kobaltu pozwalał uzyskac kolor niebieski, kolor miodowy i żółty dawała  domieszka żelaza i manganu...Do dziś jednak tajemnicą jest , jak uzyskiwano kolor czerwony w mozaikach , które zdobiły komnaty królewskich żon i córek...
Obłędna lekcja historii i możliwość głębokiego oddechu pięknem w czystej postaci bez dodatków i polepszaczy...
                  Teraz , kiedy biorę glinę do ręki, kiedy nadaję jej kształt , a potem kolor , bywa ,że przenoszę się w  zupełnie inne miejsce...

niedziela, 22 listopada 2015

Zakładka

               Dlaczego ten czas teraz ma być czasem oczekiwania? Oczekiwania na co ? Na dłuższy dzień? Na cieplejsze noce? Na więcej słońca? Owszem...można patrzeć na tę porę roku właśnie w ten sposób..Zwinąć się w kulkę, omotać ciepłym kocem i przeczekać...Tylko , że ten czas nie musi być bezowocnym zimowym snem...Nie musi...
               Możesz otworzyć pudełko farb i namalować coś dla kogoś , albo dla siebie...Możesz odnowić stare krzesło, które kurzy się na strychu,  a  które być może pamięta Twoje beztroskie dzieciństwo...Możesz  poświęcić więcej czasu na mądre gotowanie...Możesz zaprosić przyjaciół na wino i nocne rozmowy przy świecach i dobrej muzyce...Możesz przeczytać książkę , którą hałaśliwe lato zepchnęło na dalszy plan.... Możesz napisać list ... do kogoś , kto jest dla Ciebie ważny i powiedzieć w tym liście ,  ile dla Ciebie znaczy i możesz dać mu go pod choinkę z jakimś małym drobiazgiem od serca... I niech będzie ten list zakładką do książki nawet. Papier nie wykasuje napisanych Twoją dłonią słów , że dziękujesz , że pamiętasz , że kochasz ...
               Więc wyjdż spod kocyka, zaparz dobrą kawę







i pomyśl, jak wiele możesz, żeby do takiej jesieni  choć raz zatęsknić...

poniedziałek, 19 października 2015

"Zanim..."

                                  "Zanim..."

Ile słów jest w piosenkach,
Ile rozstań i burz,
Ile serc co dzień pęka,
Ile więdnie co dzień róż...
Ile mostów donikąd,
Ile barw jesiennych łąk,
Ile spojrzeń przypadkowych
Zanim wrócę do twych rąk...

Ile listów przeczytanych,
Którym adres wyblakł już,
Ile w kółko szczęść łatanych,
Ile złudzeń, zdradnych mórz...
Ile kwiatów darowanych,
Ile spotkań nawet w deszcz,
Ile pól rozkołysanych
Przejdę, zanim poznasz mnie...

Możliwości nieodkrytych,
Co jak w złotej klatce drżą..
Ile jeszcze takich pytań,
Zanim wrócę do twych rąk...

I patrzysz mi w oczy
I wiesz, że gram.
I grasz, że mi wierzysz,
Sam powiedz...
Na kilka z tych pytań
Odpowiedż znam
Na resztę niech czas mi odpowie...


               Lidia Liszewska - 15 marca 2010



niedziela, 18 października 2015

Dosyp imbiru

                        Wydaje Ci się , że jeśli dziś jest pogoda, to i do jutra wytrzyma. Jeśli dziś w pracy wszystko poszło jak należy, to i jutro bez potknięć wykonasz plan. Jeśli dziś nie masz zadyszki wchodząc po schodach i nie dostałeś kataru, wychodząc na krótką chwilę do listonosza, to nie znaczy , że jutro choroba nie pokrzyżuje Ci planów. Jeśli dziś chcesz namalować coś, co ci się przyśniło, to nie znaczy, że jutro będziesz ten sen pamiętał. Jeśli dziś Twój przyjaciel dzwoni do Ciebie, a Ty odkładasz telefon, bo musisz dopić kawę, to nie oznacza, że jeśli jutro oddzwonisz - odbierze. Jeśli dziś Miłość gości w Twoim domu, jeśli jest  jej ciepło, bo podałeś jej koc i herbatę z cytryną , to nie oznacza, że kiedy w domu schłodnieje , bo przygotowanie drewna na opał zostawiłeś na póżniej, zrezygnowana i przemarznięta nie wyjdzie cicho nie trzaskając drzwiami...
Nie trzaska drzwiami , bo nigdy nie zamyka ich do końca. Ale trzeba wstać, poszukać cieplejszego koca , a do herbaty dosypać imbiru. Nie jutro. Dziś...

Piękny nieznajomy

           Pierwszy przymrozek porządził się sam w moim ogrodzie. Nie uzgodnił ze mną terminu , w którym zaplanował  się pojawić. Cóż... Muszę się z tym pogodzić, że poszarzało, przycichło, sczerniały trawy i  przydrożne zarośla. Jeszcze tylko deszcz wbije liście w trawę, wiatr  resztę zerwie z moich lip, jesionów i grabów i spokojnie można czekać na czystą biel. Najlepiej przy kominku i dobrej książce...
           Wczoraj ktoś ciekawski towarzyszył mi na spacerze. Trzymał się w bezpiecznej odległości, ale na tyle blisko, że wyrażnie mogłam przyjrzeć się puszystemu ogonowi i wydłużonemu pyszczkowi. Obserwował mnie zza wysokich traw przy drodze. Dawno już z tak bliska nie widziałam lisa. Nawet okulary mogłam sobie darować. Nie zauważyłam, że wrócił za mną do domu. Obejrzał wszystkie kąty w ogrodzie, obwąchał  hortensje, posłuchał chwilę radia pod moją pracownią, więc... przyszło mi do głowy zwabić go ciut bliżej. Podszedł na dwa kroki, ostrożnie, spokojnie, bardzo wolno i cały czas nie spuszczając ze mnie oczu. Wstrzymałam oddech na długą chwilę i zamieniłam się w słup soli na kilka minut. Patrzyliśmy sobie w oczy jakiś czas. Był jak bystry psiak, który trzyma się bezpiecznej pozycji, ale i jest ciekawy nowej sytuacji. Był na tyle ciekawski, że mogłam się do woli napatrzeć na jego piękny dwukolorowy ogon, smukłe ciemnobrązowe łapki, piękny biały pyszczek i wielkie szeroko otwarte oczka. Tak jakby mnie pytał, czy nie zrobię mu krzywdy... Byłam zachwycona. Czułam się trochę tak, jakbym dostała gwiazdkowy prezent, którego się nie spodziewałam... 
           Dziś od rana pada. Nie widziałam go cały dzień. Może lisy nie lubią deszczu, może nie spodobały mu się moje czterdziestoparoletnie zmarszczki pod oczami,  może nie preferują  Radia Zet, a może po prostu coś takiego zdarzyło mi się tylko raz... Kim jestem? Częścią jego świata, czy on -  mojego?