niedziela, 18 października 2015

Dosyp imbiru

                        Wydaje Ci się , że jeśli dziś jest pogoda, to i do jutra wytrzyma. Jeśli dziś w pracy wszystko poszło jak należy, to i jutro bez potknięć wykonasz plan. Jeśli dziś nie masz zadyszki wchodząc po schodach i nie dostałeś kataru, wychodząc na krótką chwilę do listonosza, to nie znaczy , że jutro choroba nie pokrzyżuje Ci planów. Jeśli dziś chcesz namalować coś, co ci się przyśniło, to nie znaczy, że jutro będziesz ten sen pamiętał. Jeśli dziś Twój przyjaciel dzwoni do Ciebie, a Ty odkładasz telefon, bo musisz dopić kawę, to nie oznacza, że jeśli jutro oddzwonisz - odbierze. Jeśli dziś Miłość gości w Twoim domu, jeśli jest  jej ciepło, bo podałeś jej koc i herbatę z cytryną , to nie oznacza, że kiedy w domu schłodnieje , bo przygotowanie drewna na opał zostawiłeś na póżniej, zrezygnowana i przemarznięta nie wyjdzie cicho nie trzaskając drzwiami...
Nie trzaska drzwiami , bo nigdy nie zamyka ich do końca. Ale trzeba wstać, poszukać cieplejszego koca , a do herbaty dosypać imbiru. Nie jutro. Dziś...

Piękny nieznajomy

           Pierwszy przymrozek porządził się sam w moim ogrodzie. Nie uzgodnił ze mną terminu , w którym zaplanował  się pojawić. Cóż... Muszę się z tym pogodzić, że poszarzało, przycichło, sczerniały trawy i  przydrożne zarośla. Jeszcze tylko deszcz wbije liście w trawę, wiatr  resztę zerwie z moich lip, jesionów i grabów i spokojnie można czekać na czystą biel. Najlepiej przy kominku i dobrej książce...
           Wczoraj ktoś ciekawski towarzyszył mi na spacerze. Trzymał się w bezpiecznej odległości, ale na tyle blisko, że wyrażnie mogłam przyjrzeć się puszystemu ogonowi i wydłużonemu pyszczkowi. Obserwował mnie zza wysokich traw przy drodze. Dawno już z tak bliska nie widziałam lisa. Nawet okulary mogłam sobie darować. Nie zauważyłam, że wrócił za mną do domu. Obejrzał wszystkie kąty w ogrodzie, obwąchał  hortensje, posłuchał chwilę radia pod moją pracownią, więc... przyszło mi do głowy zwabić go ciut bliżej. Podszedł na dwa kroki, ostrożnie, spokojnie, bardzo wolno i cały czas nie spuszczając ze mnie oczu. Wstrzymałam oddech na długą chwilę i zamieniłam się w słup soli na kilka minut. Patrzyliśmy sobie w oczy jakiś czas. Był jak bystry psiak, który trzyma się bezpiecznej pozycji, ale i jest ciekawy nowej sytuacji. Był na tyle ciekawski, że mogłam się do woli napatrzeć na jego piękny dwukolorowy ogon, smukłe ciemnobrązowe łapki, piękny biały pyszczek i wielkie szeroko otwarte oczka. Tak jakby mnie pytał, czy nie zrobię mu krzywdy... Byłam zachwycona. Czułam się trochę tak, jakbym dostała gwiazdkowy prezent, którego się nie spodziewałam... 
           Dziś od rana pada. Nie widziałam go cały dzień. Może lisy nie lubią deszczu, może nie spodobały mu się moje czterdziestoparoletnie zmarszczki pod oczami,  może nie preferują  Radia Zet, a może po prostu coś takiego zdarzyło mi się tylko raz... Kim jestem? Częścią jego świata, czy on -  mojego?


poniedziałek, 21 września 2015

"The only thing I want"

         I need no fire
         to feel the warmth
         I need no words to hear
         to realize what I desire.
         I need no "good" advice
         from the ones who fight with life.
The only thing I want
is you here with me
and faith in our love.

I need no looks into other eyes
to see the sense in the things I do
I need no talking
about the things they want from me.
I`m no longer scared
of the day filled with cold and rain...
          The only thing I want
           is you here with me
           and faith in our love.

One night I`ll find
my peaceful sleep
adn then I`ll find you
beside me
and faith in our love...


 Z 2008 roku z mojego "archiwum x"... mój tekst na język angielski przetłumaczył Dariusz Spaliński. Darku - dziękuję i pozdrawiam. Mam nadzieję, że masz się dobrze...

piątek, 18 września 2015

Czary mary na gorąco





                          Zdobienie ceramiki ma trochę z magii... Tak naprawdę dopiero, kiedy cierpliwie odczekasz kilkanaście godzin do otwarcia pieca, widzisz, czy twoje rączki wykonały dobrze swoją pracę. Znaczenie ma wszystko: i rodzaj pędzla, którym pracujesz, grubość nakładanego szkliwa, ilość wody dodanej do proszku, kolor gliny, którą zdobisz, miejsce w piecu, gdzie kładziesz gotową pracę,   twoja cierpliwość i precyzja i w końcu temperatura w piecu. Ponieważ każde szkliwo "lubi" troszkę inne ciepło, efekt końcowy bywa zaskakujący. Trzeba naprawdę paru lat pracy z gliną, żeby nas polubiła choć troszkę i nie robiła fochów akurat wtedy, kiedy na idealnym  kolorze najbardziej nam  zależy. Jeśli nie pomylimy pędzli podczas szkliwienia ani miseczek z rozrobionym proszkiem, uchylanie wieka pieca dostarcza bardzo miłego dreszczyka emocji. Szkliwa przed wypaleniem bardzo łatwo pomylić. Przed włożeniem do pieca prawie każde szkliwo ma taki sam kolor. Różnią się tylko nieznacznie odcieniami szarości, różu i kremu. Po "tropikach" w piecu  bledziutkie kremy i bure szarości cieszą oczy jak paczka emenemsów... Słabość mam do obydwu ... I do  ceramiki  i do czekolady...

Pietruszka w kosmosie

                         Niemodne kwiaty, nie pasują do wielkich miast, w bukietach z kwiaciarni też ich nie znajdziesz. Są bardzo delikatne a po zerwaniu nietrwałe.  Ale przy wiejskich płotkach i pod niskimi oknami małych domów za miastem pysznią się kolorami i przyciągają wzrok, jak roześmiane dziewczęta w barwnych sukienkach. Trudno znależć na półkach sklepowych taki idealny zgaszony róż, chłodny wrzos albo soczystą magentę. Gdyby tak umieć zatrzymać te kolory i "rozpalać" nimi zimowe wieczory jak drewnem w kominku...
                         Oddać kolory kosmosów to wyzwanie, ale wzmacniające wino na bazie pietruszki dasz radę zrobić sam. Jest pyszne a dodane do





rozgrzewającej herbaty naprawdę smakuje dobrze:
                        garść natki pietruszki
                        4 łyżki owoców głogu
                        2 butelki wina białego wytrawnego
                        2 łyżki soku z cytryny
                        1 pokruszona laska cynamonu
                        pół łyżeczki kardamonu
                        2 gożdziki
                        pół litra miodu

Natkę umyj, wrzuć do garnka z cynamonem , głogiem, kardamonem i gożdzikami, wlej wino. Zagotuj , a potem na małym ogniu ogrzewaj 15 minut. Zdejmij z ognia i zaparzaj godzinę. Przecedż, dodaj sok z cytryny i miód. Przecedż i na małym ogniu ogrzewaj 5 minut. Rozlej do butelek i gotowe. Pij 3 razy dziennie po dwie łyżki, a zima minie całkiem przyjemnie...

Od serca dla serca

                              Jesień kusi kolorami i dobrze, że jeszcze chwilę kusić będzie... Dni może ciut chłodniejsze, poranki już naprawdę rześkie, ale spacery o tej porze roku mają swój urok. Coś się kończy, czegoś żal, na kolejne lato przyjdzie nam poczekać trochę, ale i w tym przemijaniu jest coś, co powinno nas uczyć korzystania z każdego momentu. Dni i noce, poranki i wieczory, burzowe i upalne  popołudnia następują po sobie tak szybko,  że zdajemy sobie z tego sprawę dopiero wtedy, kiedy chcemy iść na nieśpieszny wieczorny spacer, a zwyczajnie nie mamy na to siły... Po co czekać tak długo? Po prostu załóż sweter i chłoń te kolory, zanim pierwszy poranny przymrozek  zgasi ich soczystość lodowatym oddechem... A zamiast do apteki wyjdż w pole...
                             Głóg - prezent od Matki Natury. Wzmacnia serce, jak żadne inne zioło. Dobroczynne działanie  ma nie tylko owoc , ale i kwiaty. Cudnie pachną w maju, ale kwitną zaledwie kilka dni... Głóg skutecznie potrafi obniżyć poziom cholesterolu i zbyt wysokie ciśnienie, a w połączeniu z nasieniem marchwi i zielem serdecznika wzmacnia układ nerwowy i mięsień serca.
                         Herbatka:
                 50g owoców głogu
                 50g nasienia marchwi
                 50g ziela serdecznika
3 łyżki zmieszanych ziółek wsypać do garnka, zalać 4 szklankami wody i zagotować. Zaparzać pod przykryciem 15 minut. Przecedzoną
herbatkę pić w ciągu dnia zamiast zwykłej herbaty. Na zdrowie...



niedziela, 6 września 2015

Ciebie mała część

                                         Jest coś wyjątkowego w tym, że to, nad czym pracowałeś wiele godzin, czasami dni, trafia często w ręce kogoś, kogo nawet nie znasz. Ten ktoś po prostu chce mieć Twoją pracę, żeby się nią cieszyć, albo obdarowuje nią kogoś innego. Żeby sprawić mu przyjemność, żeby zobaczyć uśmiech na jego twarzy, ,żeby jakiś dzień w końcu zapamiętać na dłużej...Nierzadko projektujemy coś dla konkretnej osoby tak, by spełnić jej oczekiwania. A jeśli widzisz, jak cieszy się z efektu końcowego, to i Ty nabierasz wiatru w żagle i z jeszcze większą energią siadasz do maszyny, przy sztalugach, czy przy innych drobiazgach, z których robisz cuda...Uśmiechasz się, kawa smakuje lepiej, deszcz za oknem nie przeszkadza, nawet psie ślady z błota w całym mieszkaniu  nie mają jakoś większego znaczenia...
             Bo dla kogoś ma znaczenie to, co robisz. Kogoś inspirujesz, rozśmieszasz, motywujesz, rozjaśniasz mu dzień, a nawet... uszczęśliwiasz. Twoja praca to nie tylko plątanina nici, kolorowe koraliki na żyłce, akryl na płótnie albo naprawdę dobre zdjęcie. Jakby nie patrzeć - to część Ciebie.
W morzu taniochy, pospolitości i marketowych śmieci, zaczynamy tęsknić za rzeczami z duszą, które emanują ledwo wyczuwalnym ciepłem. I do końca nie wiadomo, czy to ukryta energia twórcy, czy to  nam cieplej na sercu..
            Tylko że ta wszechobecna bylejakość podcina nam skrzydła, trudno się przez nią przebić i odszukać w tłumie kogoś, kto na hasło "wyprzedaż" odwraca się na pięcie dokładnie w drugą stronę...
Ja jeszcze mam trochę tej energii, żeby poszukać, ale na jak długo mi jej wystarczy? Dopóki ktoś zatrzymuje się w biegu  na chwilę pod wpływem tego, co robię? Być może...
Robić coś tylko dla siebie? Boże, uchowaj...